Chromakowo online
Menu
Linki sponsorowane
 

Sonda

Jak trafiłeś na tę stronę?

Dzięki wyszukiwarce
Link na stronie
Info od znajomych
Z innego źródła
    

 

 
 
Bitwa pod Chromakowem 1863

Istnieją miejsca, które upodobała sobie Historia. Omija ona często dziejowe pałace czy nowoczesne gmachy, zdające się niemo oczekiwać wielkich wydarzeń. Przechodzi obok dawnych zamków warownych i wielkich siedlisk ludzkich. Z szarzyzny skorowidzów geograficznych wydobywa nazwy lada wsi, mało znanych ulic i budynków. Tu się zatrzymuje, tu toczy bitwy, decyduje i wstrząsa. Im gęściej stawia swój ślad, tym ziemia staje się bogatsza o te nazwy wydobyte z szarzyzny, żyjące odtąd własnym życiem. Zdarza się, że czas próbuje zatrzeć owe ślady swoją treścią. Lecz treść nowa nie niszczy starej, tylko z niej czerpie, ożywia i uszlachetnia.
Chromakowo długo czekało na swoje wielkie dni. Wzmianki z XVI i XVII w. wskazują Michała Kuczborskiego łowczego zawskrzyńskiego, jako dziedzicznego właściciela dóbr Chromakowo. W 1827 roku Chromakowo liczyło 26 domów i 194 mieszkańców. Gdyby wrócić do roku 1863, to zastalibyśmy tu 28 budynków i 326 mieszkańców. Majątek chromakowski składał się z folwarku i dwu przyległych kolonii; Jakubowa i Paulinowa. W Jakubowie znajdowały się dworskie zabudowania gospodarcze, natomiast w Paulinowie kuźnia i tartak. Ogólna powierzchnia majątku wynosiła 1188 morgów, z czego grunta orne i ogrody zajmowały 686 morgów, łąki i pastwiska 158 morgów, lasy 300, zaś nieużytki i place 43 morgi. Jak podaje Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, Chromakowo zostało nabyte w 1861 roku za 45, 900 rs, prawdopodobnie przez rodzinę Mieczkowskich. Administracyjnie Chromakowo należało do powiatu mławskiego, gminy Rozwozin, kościół parafialny mieścił się w Lutocinie - odległym o 8 kilometrów. Usytuowanie Chromakowa (65 km od Płocka, 12 km od Bieżunia i blisko 40 od Mławy), jego peryferyjne położenie i przekrój społeczny nie sprzyjały rozwojowi idei wyzwoleńczych. 
Najliczniejszą warstwą społeczną w powiecie mławskim była wówczas drobna szlachta i chłopi. Szlachta zaściankowa, uprawiająca od kilku mórg do kilku włók, w zasadzie nie wyróżniała się sposobem gospodarowania od chłopów. Ludzie ci posiadali za to inną kulturę, inną wykładnię obowiązków obywatelskich, co czyniło zeń adresatów myśli wyzwoleńczej. Przyjmując kryterium ekonomiczne, chłopi znajdowali się na samym dole drabiny społecznej. Oczynszowanie, rugowanie chłopów z ziemi przez szlachtę posiadającą potęgowało niezadowolenie tej warstwy społecznej. Chłopi byli niezadowoleni zarówno z administracji rosyjskiej jak i administracji ziemian, dążących do utrzymania pańszczyzny. Nastroje te, były niestety tłem starć pomiędzy chłopami a ziemiaństwem, czego skutkiem były interwencje oddziałów carskich. W roku 1861 takie zajścia miały miejsce w rejonie wsi Swojęcin, odległej 2,5 km od Chromakowa.
Przyspieszony, skutkiem stanowczego żądania Wielopolskiego pobór rekruta do wojska rosyjskiego, który odbył się w nocy z 14 na 15 stycznia 1863 roku, stał się przyczyna do przyśpieszenia terminu postania. Za wyjątkiem tajnych organizacji oraz poborowych, którym okręgowi naczelnicy polecili zbiec z miejsca stałego zamieszkania - reszta społeczeństwa nie była do tego stanowczego kroku należycie przygotowana, a zwłaszcza masy ludu wiejskiego, na które niewiele można było liczyć. Aczkolwiek manifest Centralnego Komitetu wydany w dniu 22 stycznia 1863 roku o uwłaszczeniu włościan głosił, że "...Ziemia, którą lud rolniczy posiadał dotąd na prawach czynszu albo pańszczyzny, staje się bezwarunkową jego własnością, dziedzictwem wieczystym..." Ucieczki spisowych z miejsca zamieszkania, takich jak np. Franciszek Sadowski, Andrzej Krajewski i Jan Makulski z Chromakowa świadczą o tym, iż nawet małe majątki były w zasięgu działania tajnych organizacji powstańczych.
Samo powstanie dotarło do Chromakowa dlań nieoczekiwanie, wpisując się na zawsze w jego historię, burzliwą i przeplataną milczeniem. Milczeniem, które mówiło więcej niż wiele słów, które przetrwało czasy kiedy nie było Polski jaką znamy dzisiaj. Niniejsza prezentacja może stanowić szeroki komentarz do wydarzeń sprzed 140 lat i moment refleksji, której w tamtych czasach zabrakło.
Bitwa pod Chromakowem miała miejsce 10 sierpnia 1863 roku, historyk, prof. Juszkiewicz nazywa ją największą bitwą partyzancką północnego Mazowsza. Przeddzień, 9 sierpnia kpt. Piotr Szmajs - jeden z dowódców zgrupowania partyzanckiego operującego w powiecie mławskim, otrzymał od żandarmerii narodowej informacje, iż w kierunku obozu powstańczego ulokowanego pod Bieżuniem maszerują trzy kolumny wojska z Mławy, Lipna i Płocka. Generalnym zadaniem wojsk rosyjskich było wykrywanie, ściganie i rozbijanie oddziałów powstańczych oraz zabezpieczanie miast powiatowych i gubernialnych oraz twierdz, dla pełnego spacyfikowania powstania.
Szmajs po odbyciu narady z Teofilem Witkowskim ( Kolbe II) dowódcą drugiego oddziału powstańczego, postanowił nie dopuścić do koncentrycznego natarcia nieprzyjaciela na jego zgrupowanie. W tym celu podjął decyzje rozbicia, znajdującego się w odległości kilku kilometrów od Bieżunia oddziału nieprzyjaciela, który stanowiła mławska kolumna ruchowa, dowodzona przez zdolnego i bezwzględnego dowódcę, esauła Dukmasowa. Zatrzymała się ona wieczorem w Szreńsku.
O godz. 2:00. oddział powstańczy kapitana Szmajsa dotarł do Bieżunia, a stamtąd odbył blisko 17 kilometrowy marsz do Szreńska. W tym czasie Witkowski otrzymał był rozkaz dotarcia pod Szreńsk, ale drogą okrężną przez Chamsk, co oznaczało prawie 22 kilometrowy marsz. Gdy powstańcy przybyli do Szreńska, okazało się, iż nieprzyjaciel w tym czasie pomaszerował już do Poniatowa. Zgodnie z rozkazem powstańcy postanowili kontynuować pochód w ślad za Dukmasowem, by w przypadku spotkania związać go w walce. Biorąc to wszystko pod uwagę kpt. Szmajs zdecydował użyć drogi okrężnej, by uderzyć wprost na tyły nieprzyjaciela. Taktyka ta wynikała zapewne z kalkulacji, że partyzanci z oddziału Witkowskiego zmęczyli się nocnym marszem, stąd ich zadanie winno być łatwiejsze. W trakcie wykonywania drugiego manewru kpt. Szmajs otrzymał meldunek, iż oddział rosyjski dotarł już do Chromakowa, gdzie obozował. Natychmiast zostały wysłane instrukcje, aby oddział Witkowskiego maszerował na Chromakowo. Nie czekając na dotarcie partyzantów Witkowskiego, po krótkim odpoczynku swojego oddziału kpt. Szmajs skierował się w stronę Chromakowa z zamiarem oskrzydlenia nieprzyjaciela. Aby tego rodzaju śmiały plan mógł stać się rzeczywistością, musiał on, oczywiście, mieścić się całkowicie w ramach istniejących warunków. Kpt. Szmajs podjął inicjatywę zakładając, że zaskoczy nieprzyjaciela. Po osiągnięciu wsi rozpoczął natarcie z dwóch stron; z jednej strony nacierała tyralierą piechota, z drugiej zaś strony wsi szarżowała kawaleria powstańcza. Dukmasow rzucił najpierw do walki Kozaków. W pierwszym ataku zostali oni zmuszeni przez kawalerzystów do odwrotu. Drugi atak Kozactwa również się nie powiódł, tym razem zostali oni powstrzymani przez strzelców, ponosząc straty. Wkrótce jednak Kozacy uderzyli ponownie na powstańczą piechotę, wykorzystując również własne oddziały piechotne. Kozacy raz jeszcze zostali odparci, natomiast przeciwko piechurom kpt. Szmajs skierował kosynierów, którzy mieli być ubezpieczani przez strzelców. Natarcie to zatrzymało się w lawinie ognia piechoty rosyjskiej strzelającej zza zabudowań.
Przebieg natarcia zmusił kosynierów do wycofania się w kierunku kolonii sąsiadującej z Chromakowem - do Jakubowa. Ówczesne Jakubowo, oprócz zabudowań folwarcznych liczyło zaledwie kilka budynków, nie dających wystarczającej zasłony tak dla możliwości zatrzymania szarżującego Kozactwa jak i bezpiecznego wycofania się w stronę lasów folwarku Swojęcin. Wobec powstałego splotu trudności, kpt. Szmajs zarządził obronę Jakubowa oczekując podejścia oddziału Witkowskiego. Mimo zaciętego oporu powstańcy zostali wyparci z Jakubowa. Wyjątkową odwagą w tej potrzebie wykazał się Kurpiński - adiutant kpt. Szmajsa.
Szybko zmieniająca się sytuacja spowodowała, iż część sił powstańczych, która nie zdążyła uciec, znalazła schronienie w budynkach dworskich. Kozacy rychło otoczyli budynki. Gdy okazało się, iż powstańcy nie poddadzą się, atakujący podpalili owczarnię gdzie schroniła się większość żołnierzy. Znajdujący się w niej powstańcy spłonęli żywcem.
Tymczasem reszta oddziału kpt. Szmajsa skierowała się w stronę lasów usytuowanych wokoło wsi Jonne, gdzie przeniosły się walki. Dukmasow rzucił na ich tyły Kozaków, z zamiarem odcięcia im drogi. Zagrożenie słusznie ocenił Szmajs, wysyłając 20 strzelców, którzy spędzili Kozaków z zajmowanej pozycji. Dowodzący powstańcami kpt. Szmajs sam został ranny w nogę, co spowodowało chwilowy zamęt wśród powstańców. Szmajs rozwiał niepewność żołnierzy dosiadając ponownie konia. W chwilę potem otrzymał drugą, poważniejszą ranę w bok. (Długo potem leczył się w Prusach Wschodnich.) Powstańcom udało się dostać do lasu, gdzie odparto nieprzyjaciela.
Ogrom strat i niepowodzenie działań zaczepnych w rejonie Chromakowa historycy przypisują niezgodzie pomiędzy zadufanymi w sobie dowódcami oddziałów, nie umiejącymi podporządkować się jednolitemu dowództwu. Niestety, jest to wymowne i jakże uzasadnione zastrzeżenie. Oddział Teofila Witkowskiego nie dotarł do Chromakowa, wiążąc się w nieefektywną wymianę ognia na tyłach sił Dukmasowa. Kiedy powstańcy dotarli do wsi Poniatowo, dostali się w ogień piechoty rosyjskiej, ukrytej za opłotkami. Witkowski uległ przeświadczeniu, iż w Poniatowie znajdują się główne siły Dukmasowa. Wyjaśnia to fakt nie dotarcia bądź opóźnienia informacji o potyczce w Chromakowie. Witkowski w pewnym momencie cofnął się spod wsi zostawiając bez osłony strzelców i 50 kosynierów. Wszyscy powstańcy, którzy nie ewakuowali się z dowódcą polegli. Według historyka powstania - Chądzyńskiego straty w oddziale Witkowskiego wyniosły 80 powstańców. Sam Witkowski, za nieudolność dowodzenia trafił pod sąd wojenny. Ciała żołnierzy poległych pod Poniatowem zostały pogrzebane przy wjeździe do wsi, po lewej stronie traktu prowadzącego z Żuromina do Poniatowa.
Wobec braku niezbędnej dokumentacji, jest więcej niż wątpliwe, by ostatecznie udało się ustalić precyzyjne rozmiary strat powstańczych w bitwie pod Chromakowem . W spalonej owczarni zginęło 120 żołnierzy, którzy zostali pogrzebani na miejscu tj. na polu Józefa Narewskiego. Szczątki poległych zostały ekshumowane w 1921 roku i złożone na cmentarzu w Lutocinie. Wiadomo również, iż 16 poległych powstańców spoczywa na cmentarzu w Bieżuniu. W potyczce pod Chromakowem polegli min. Lucjan Brochacki, Lasocki rzemieślnik z Raciąża i Piotr Miszerski z Płocka. Ciężko ranny był 20 - letni dowódca oddziału kawalerii Franciszek Stecki.
Niejako na marginesie powyższej historii trzeba tu zaznaczyć jeszcze jeden fakt, na ogół mało znany, otóż wiele lat po powstaniu jeden z zesłańców wracających do Kraju przyniósł informacje, jakoby wojska rosyjskie latem pamiętnego 1863 roku zdobyły silnie bronioną twierdzę chromakowską...
Cios zadany powstańcom pod Chromakowem nie zgasił jednak woli walki. W październiku stoczono jeszcze dwie ostatnie w 1863 roku bitwy powstańcze w powiecie mławskim: 10 października pod Galuminem oraz 14 października pod Osówką. Obie miały gwałtowny i dramatyczny przebieg. Pod Osówką poległ jeden z najwybitniejszych dowódców partyzanckich, uczestnik bitwy pod Chromakowem - kpt. Bronisław Gasztoft. Jak wspomina Romuald Otrębski (syn Gracjana Otrębskiego - powstańca uczestnika walk w rejonie Chromakowa), po klęsce październikowej zabrani do niewoli powstańcy zostali uwięzieni przez Kozaków w zabudowaniach dworskich w Chromakowie. Część jeńców zamknięto w oborze. Sam Otrębski zdołał zbiec Kozakom, zrobiwszy wyłom w fundamencie obory. Wraz z innym powstańcem przedostał się na Pomorze do Nowego ¦wiatu.
Przebieg bitew i starć na terenie powiatu mławskiego latem i jesienią 1863 roku zadecydował o losach powstania nie tylko na północnym Mazowszu, ale i w całym województwie płockim. W końcu roku operowały w województwie płockim tylko małe oddziały partyzanckie oraz żandarmerii narodowej. Powstańcy, którzy uniknęli prześladowań schowali się w miejscach niedostępnych lub ukrywali się u chłopów. Znaczna ich część przedostała się do Prus Zachodnich i Wschodnich, tam ukrywając się przed policją pruską.
Dziś, gdy mnóstwo już szczegółów uległo zapomnieniu, gdy wiele pięknych czynów traci blask należnej im chwały, poszczególne sceny tragedii sierpnia 1863 roku wciąż odbijają się echem. Straszne obrazy dzikości dawnej wojny, dręczyły jak koszmary kolejne pokolenia. To co zostało przedstawione w ogólnym zarysie działań powstańczych w powiecie mławskim jest tylko cząstką tego co przeszli i przeżyli powstańcy. Całe północne Mazowsze przeszyte jest krwawymi ścieżkami, a przykład Chromakowa stanowi dowód, iż nikt z tych, którzy chwycili za broń od spełnienia swego obowiązku się nie uchylał. Tak było zawsze, w całości zgrupowania i w małych oddziałach, w początkach walk jak i w ostatniej godzinie. Nie było pierwszych i ostatnich. Ziemianie, chłopi mieszczaństwo, nawet żołnierze sztabów walczyli w jednym szeregu, składając swe życie w ofierze. A ofiar tych były setki... Potomność uczciła ich pamięć, 9 sierpnia 1992 roku uroczyście odsłonięto w Lutocinie, pomnik upamiętniający ofiarę tych, przeważnie bezimiennych bohaterów.


Poniżej zamieszczamy biogramy dowódców oddziałów powstańczych w bitwie pod Chromakowem

Franciszek Teodor Radwan - Stecki - jeszcze za życia był postacią niemal legendarną. Urodził się 20 października 1843 roku w Nicku, w powiecie mławskim jako syn obywatela ziemskiego. Kształcił się w szkole OO. Franciszkanów w Żurominie. Uczelnia była szkołą zamkniętą prowadzoną przez księży franciszkanów mieszkających w klasztorze w Żurominie i przygotowywała młodzież do seminarium duchownego. Na krótko przed wybuchem powstania Franciszek Stecki złożył egzamin dojrzałości. Jako 20 - letni młodzian opuszcza uczelnię i wraz z kilkoma przyjaciółmi melduje się w oddziale powstańczym. 
Trafia pod komendę Mieczkowskiego, właściciela majątku Cibórz pod Lidzbarkiem, który organizował oddziały partyzanckie przeciwko Moskalom. Stecki zostaje dowódcą oddziału kawalerii liczącego 50 ludzi. W jednej z większych bitew pomiędzy Poniatowem a Chromakowem w dniu 10 sierpnia 1863 roku - jak podaje syn powstańca - Artur Stecki, oddział Franciszka Steckiego został otoczony przeważającymi siłami wroga. Stecki wydaje rozkaz walki. W pewnej chwili dowódca oddziału spada raniony z konia, nadbiegły Kozak wymierzając kindżałem zamierza go przebić. Mimo ciężkiej rany powstaniec ostatkiem sił wytrąca mu broń z ręki i razi go śmiertelnie wystrzałem. Rozwścieczona dzicz kozacka mszcząc się zdaje młodemu dowódcy ciosy bronią sieczną i palną, tak że pada on z 32 ranami, mając min. obcięte palce u obu rąk i nos oraz wybitych 8 zębów. Jednak silny organizm powstańca wszystko przetrwał.
Wkrótce musiał się ukrywać przed poszukiwaniami władz rosyjskich, groziła mu zsyłka na Sybir. Przedostał się do Brodnicy, granice przekroczył w przebraniu kobiety. Wciąż jednak ciążyła na nim odpowiedzialność wosstanija i widmo strasznej kary. Od tego losu ochronił go ojciec, poświęcając za okup dla syna cały niemal majątek. Mimo to był ciągle prześladowany; gdy w roku 1905 wybuchło powstanie, Franciszek Stecki organizował polskie oddziały powstańcze na terenie byłej Kongresówki. Nastąpiły nowe prześladowania i stracił on resztę majątku rodzinnego. Gdy wybiła godzina odzyskania niepodległości, patriotyczny starzec powrócił w rodzinne strony, osiedlając się w Działdowie. Pomimo sędziwego wieku pracował ofiarnie i społecznie w Towarzystwach Powstańców i Wojaków, Inwalidów Wojennych. Odrodzone władze RP przyznały zasłużonemu Polakowi swe najwyższe odznaczenia. Franciszek Stecki zmarł we wrześniu 1930 roku.

Gracjan Otrembski - urodził się w 1842 roku w Zieluniu. Pochodził z rodziny rzemieślniczej, krawieckiej. Do powstania przyłączył się mając lat 21. Przyłączył się do oddziały dowodzonego przez kpt. Bronisława Gasztofta. Oddział ten najpierw rozbroił żołnierzy carskich zajmujących kordon w Zieluniu - była to ochrona pogranicza. Walczył we wszystkich większych potyczkachm.in. pod Chromakowem. W dniu 14 października 1863 roku walczył o Rudę - Galumin. Brało w niej udział około 400 powstańców Gasztofta. Po poniesionej klęsce oddział ten (liczący już 300 powstańców) musiał stoczyć kolejną potyczkę - 20 października. Otoczony w lesie pod Dziwami przez Kozaków, na skutek zdrady miejscowej ludności, oddział ten został zupełnie rozbity. Jego dowódca zginął w czasie przeprawy przez Wkrę. Podporucznik Otrembski dostaje się do niewoli. Jest więziony w Chromakowie, skąd jednak udaje mu się zbiec do Prus, a następnie do Lidzbarka Welskiego, gdzie przebywa 3 lata. Po ogłoszeniu amnestii carskiej i zapłaceniu 100 rubli przez swego ojca Tomasza powrócił do Zielunia, gdzie prowadził zakład krawiecki. Zmarł 11 listopada 1921 roku. Jest pochowany na cmentarzu w Zieluniu.

Piotr Szmajs vel Schmajs vel Schmeitz - kapitan, z pochodzenia Kroat, były oficer austriacki i podoficer Żuawów francuskich. Dowódca jednego z większych oddziałów partyzanckich działających na Mazowszu północnym. Walczył pod Dziwami, Chromakowem, Poniatowem i Radzimowicami. Ranny dwukrotnie w bitwie pod Chromakowem. Przedostał się do Prus Wschodnich.

Bronisław Gasztoft - pochodził z Litwy, syn dawnego emigranta do Francji (jego matka była Francuzką). Służył jako podoficer w oddziałach Żuawów francuskich. Na wieść o powstaniu przybył do Polski. Był bliskim krewnym poborcy komory celnej w Zieluniu, u którego przebywał. W czasie jego pobytu w Zieluniu, Gasztoft ożenił się z córką Tomasza Otrembskiego - Balbiną. Był przywódcą postania na trzy powiaty: Mława, Sierpc i Rypin. Walczył jako dowódca oddziały powstańczego głównie w pow. Mławskim (pod Dziwami, Osówką, Stokiem i Lubowidzem. Po rozbrojeniu żołnierzy carskich w kordonie w Zieluniu i stoczeniu bitwy o Rudę Golumin, która zakończyła się klęską. W wyniku zdrady zostaje otoczony wraz z resztą żołnierzy w lesie pod Dziwami. Napadnięci znienacka przez sprowadzonych Kozaków, rozbiegają się i w oddziale powstaje zamęt. W tej właśnie ucieczce, przy przeprawie przez rzekę Wkrę Gasztoft, trafiony kulą wroga, zostaje zabity na środku rzeki. Ciało jego wyłowione z wody zostaje pochowane na cmentarzu w Zieluniu we wspólnej mogile powstańców.
Żonę jego Balbinę, walczącą u boku powstańców, której koń nie chciał wskoczyć do rzeki, łapią Kozacy. Wywieziono ją na Sybir do katorgi nad Bajkał, gdzie po 12 latach zakuta przy taczkach umiera z wycieńczenia i tam jest pochowana o czym powiadomił rodzinę Otrembskich obywatel Płocka, który razem z nią odbywał katorgę, był przy jej zgonie i po odbyciu kary powrócił do Polski.




Materiał opracowano na podstawie książki prof. Ryszarda Juszkiewicza Powstanie Styczniowe na Północnym Mazowszu oraz Archiwum Muzeum Małego Miasta w Bieżuniu.

Autorzy opracowania kierują wyrazy wdzięczności dla prof. R. Juszkiewicza za poświęcanie swojego wolnego czasu oraz wiele cennych i konstruktywnych uwag, a także dla p. Dyrektora Piotrowskiego za pomoc w poszukiwaniu materiałów.


Zbigniew Oryl
Marek Oryl
© by Łukasz Cymerman